Wyniki wyszukiwania dla słów: piersi w ciąży fotografie

OLIWCIA DZIEKUJE ZA ZYCZONKA!!!!!!!!

EVI ROZSTEPOW MAM DUZO. NA BRZUCHU, NA UDACH, PUPIE, PIERSIACH. I NAPRAWDE ZBANKRUTUJE NA TEN KREM.

KIRKEA MUSISZ KUPIC KREM KTORY MOZNA STOSOWAC PODCZAS CIAZY I KARMIENIA PIERSIA. DOBRZE ZE MALUTKIEJ NIC SIE NIE STALO.

MY TEZ BYLISMY NA USG BIODEREK. WSZYSTKO JEST OK.

A CO KUPUJECIE LUB ROBICIE W IMIENIU WASZYCH POCIECH NA DZIEN OJCA.

JA IDE DO ZANIESC DO FOTOGRAFA ZDJECIE MALEJ. I TO ZDJECIE BEDZIE NA KUBKU. I TATUS BEDZIE SOBIE Z NIEGO PIL W PRACY.


Patrząc na to "artystycznie"- jest piękne. Pani Ania bardzo ładnie wygląda w ciąży. Natomiast jestem w lekkim szoku, bo dla mnie ten stan jest bardzo intymny, a te ręce na piersiach jakoś zniesmaczają. Gdyby to był obraz, fotografia- akt czy coś w tym stylu, to proszę bardzo, ale nie na pierwsza stronę gazety

Józef Ulm społecznik, działacz katolicki i fotograf amator wraz ze swoją żoną Wiktorią dochowali się sporej gromadki dzieci i choć czasy były niepewne i głodne to pani Ulmowa 24 marcu roku 1944 roku liczyła godziny do porodu 7 dziecka.
To dziecko nie narodziło się nigdy bowiem owego tragicznego dnia do domu państwa Ulmów wkroczyła żandarmeria niemiecka , którą dowodził porucznik Dieken. Szybko znaleziono w domu małżeństwa Ulmów ukrywanych od 2 lat 8 osób narodowości żydowskiej, sześcioro dorosłych i dwoje dzieci. W roku 1942 Ulmowie byłi świadkami jak Niemcy rozstrzelali w Markowej, wsi w której mieszkali kilkudziesięciu miejscowych i okolicznych Żydów. Pierwsi zginęli ukrywający się a następnie Niemcy zastrzeli ciężarną matkę i ojca a na samym końcu: Stasię, Basię , Włodka, Franek, Antosia oraz najmłodszą Marysię. Obrabowawszy dom , przykazując pochowanie zwłok Niemcy odjechali w kierunku Łańcuta. Jeden ze świadków zeznał po wojnie: "Kładąc do trumny zwłoki Wiktorii Ulmy stwierdziłem, że była ona w ciąży. Twierdzenie to opieram na tym, że z jej narządów rodnych było widać główkę i piersi dziecka".
Mimo tej tragedii, którą niektórzy widzieli a inni tylko słyszeli bojąc się głośniej oddychać w Markowej wojnę przeżyła: rodzina Barów, rodzina Riesenbachów, rodzina Weltzów, rodzina Lorbenfeldów, rodzina Cwynarów i Jakub Eihom. razem 17 osób. Ta opisana pomoc Polaków były chyba znacznie trudniejsze niż przesyłanie paczek i zaświadczanie sprawiedliwości podczas było nie było pokoju. http://tiny.pl/b7wq

Napisze krótko: niestety nie było tak jak chciałam.Maleństwo urodziło się z zachłystowym zapaleniem płuc i nieczynnym przez to lewym płuckiem.Oczywiscie cesarskie ciecie.Nawet nie widzialam go ani w trakcie(ogólne znieczulenie)ani po porodzie...Przewieziono Wiktora na OIOM do szpitala w Zdrojach(poza Szczecinem)bo tylko tam było miejsce i odpowiedni sprzet do ratowania zycia dzieci. Synka zobaczyłam dopiero na fotografii w aparacie cyfrowym i dopatrywalam sie jakichkolwiek oznak zycia...Wszystko skonczyło sie dobrze, Wiktor jest slicznym zdrowym chłopcem...Moge tylko miło o słodko powspominac moment kiedy pierwszy raz wziełam go na rece i przystawiłam do piersi...Sam poród- dramat!Do niczego.Dlatego namawiam wszystkie znajome w ciazy, zeby wybierały szpital z dobrym sprzetem medycznym , taki gdzie znajduje sie OIOM dla noworodkow...Zazdroszcze kazdej kobiecie która miała możliwośc urodzenia dziecka w wodzie, z mezem, przy muzyce, w pelnym komforcie...i która zobaczyła swoje dzieciatko od razu.Nikt wam tych wspomnien nie odbierze.....sa najpieknieksze.


Witam deszczowo (niestety)
Pogoda faktycznie nie nastraja do aktywnego spedzania dnia. Tomi na szczescie rowniez specalnie nie protestuje i spi. Zmiana czasu zupelnie naniego nie podzialala Obudzil sie jak zwykle 5:30... no... teraz to juz 4:30 Jednak nie narzekam, w koncu skad on ma wiedziec, ze dzis spi sie dluzej
Wczoraj meczylam sie koszmarnie z podaniem leku malemu. Czy ktoras z Was musiala podawac dzieciom lacidofil? Lekarz kazal wysypac zawartosc kapsulki, wymieszac na lyzeczce z woda po czym podac malemu. Wszystko pieknie tylko to cholerstwo nie chce sie wymieszac z woda, wiec w efekcie mam lyzeczke wody z warstwa "maki" na gorze. Oczywiscie maly sie tym proszkiem krztusi... bez sensu. Ktos ma jakis pomysl jak to podac?? "Niestety" karmie piersia wiec do butelki z mlekiem nie dodam.... kurcze nie mam pomyslu
Jolunia, niezla historia z tym Jonaszem Jesli chodzi o fotki to oczywiscie musisz je albo zeskanowac, albo w zakladzie fotograficzym poprosic aby Ci z kliszy zdjecia przerobili na format cyfrowy i zgrali na CD. Nastepnie zgrywasz na kompa i umieszczaszna jakiejs stronie do przegladania zdjec. Dalsza procedure opisuje Rzepka na watku o fotografii.
lencia, dziekuje slicznie za porade odnosnie pomiaru malenstwa. Jesli chodzi o staranka.... to tu masz oczywiscie racje. Pieniazki bardzo szybko topnieja. Moze wlasnie dlatego chce juz teraz pomyslec o malenstwie bo pozniej w ogole zabraknie mi odwagi na walke o powiekszenie portfela. A tak...coz bedzie motywacja
Magda26, to macie plany podobne jak i my. Kolejna ciaze chcialabym zaplaowac dla odmiany na wakacje. Tak zeby maluszek urodzil sie na wiosne. Ten prawie rok dalabym organizmowi odpoczac.
Ehhh plany, a zycie i tak je zweryfikuje.
kukunia, aviatarek faktycznie super
iwona*, ciekawe jak tam wizyta na basenie???
kwiatuszek, no to niezly ubaw masz z dwoma chlopakami...
Podziwiam naprawde jak dajesz sobie rade z dwojka maluchow. Ja po porodzie prawie caly czas lezalam i wszytsko robil maz. Nie wyobrazam sobie tego czasu, gdyby go nie bylo.

Izolek, Julitap - swietne porody, wspolczuje ogromnego bolu, ale jednak wszystko super pozytywnie sie skonczylo - GRATULACJE WIELGACHNE!!! DUZO ZDROWKA< BO SZCZESCIA JUZ SA PRZY WAS W sumie dosc szybkie porody. Moj pierwszy (co prawda i tak cesarka sie skonczyl) trwal - chodzi mi o skurcze, mo9eze nie sam porod - od piatku - co 20 min, w nocy spanie w kratke, w sobote co okolo15-10min i potem nastepna noc juz bez snu i w niedziele rano o 5 do szpitala, i do godz. 17 w niedziele nic - a bol nie do zniesienioa, bylam odwodniona i oslabiona tak, ze na pewna juz nie moglabym przec. A jak kazali sprobowac przec to dziecko nie schodzilo do kanalu rodnego, a tetno slablo no i cesarka, ale ile bolu przed... nie zycze nikomu, do tej pory pamietam jakby to bylo wczoraj

Izolek - nie przejmuj sie, kazde dziecko ulewa. Moja ulewa nawet jak potrzymam ja pionowo i jak jej sie odbije dwa lub nawet trzy razy (jak doroslemu ) to i tak zdarza sie, ze ulewa. Czasami ulewa tak duzo, ze zastanawiam sie czy jej jeszcze cos w zoladeczku zostalo czy juz pusto i znowu karmic. Ale ja nie karmie, chyba ze widze, ze domaga sie cyca To ulewanie pojawia sie nie tylko po lapczywym jedzeniu, a nawet przy takim spokojnym ssaniu bez polykania powietrza (przynajmniej nie slychac jesli nawet polyka). Nie przejmuj sie, to dlatego, ze uklad trawienny niedojrzaly i nie ma takiej przegrodki nad zaladkiem, ktora by chronila przed cofaniem sie pokarmu, z czasem jak dziecko rosnie to taka przegroda sie rozwija, a jesli nie to wtedy ma sie problemy z refluksem - z tego co wiem.
Jak przystawiasz do piersi to staraj sie byc w wygodnej pozycji i mala tez tak przystawiaj, zeby byla bardzo blisko piersi i twojego brzucha no i zeby chwytala szeroko otwartymi ustkami i szczelnie otoczke sutka i zeby nie bylo "cmokania" glosnego. No i potem trzymaj przytulone dziecko pionowo na swoim ramieniu/piersi az sie odbije. Chyba nie ma wiecej specjalnych rad

Julcia - jaki slodziuchny ten twoj Mikolajek, ja tez chce miec takie zdjecia. Kto je robil? Chyba profesjonalny fotograf? Zazdroszcze wam z Julitka takich pieknych zdjec w ciazy i po.. juz z maluszkami

Na imieninkach u Rodzicielki było, jak zwykle wspaniale, jak zapewne pamiętacie, mam bardzo wesołą i rozrywkową rodzinkę

Śmiechu było co niemiara, aż mnie brzuch rozbolał, ale były też chwile wzruszenia, bo oglądaliśmy stare zdjęcia .... ja w wieku lat 2 na przykład albo ja w ciąży albo ja karmiąca synka piersią, gdy miał niespełna miesiąc ...
.... albo moja mama w wieku lat 17, jaka była piękna, jakie miała piękne blond popielate włosy ....
... albo moja mama na kolonii, lat temu ...45
Uwielbiam oglądać takie fotki

Dostałam jeden albumik na własność, mama specjalnie go dla mnie przygotowała, czarno-białe fotografie, na których jestem mała ja w różnych rodzinnych konfiguracjach
Najbardziej jednak wzruszyła mnie fotka, na której jestem ja, siostra, mój mały braciszek, moi dziadkowie ze strony taty i wujek, rodzony brat mamy ....
Dziadkowie już nie żyją, wujek zmarł na wylew w wieku 26 lat ... ja miałam wtedy lat 12...
To cudnie, że mam tę fotografię

.... a pamiętacie tę starą fotografię mojej babci i dziadka, tę niby ślubną?

Otóż okazało się, że ta fotka nie jest z 1944 r. a z 1942!!!! Dziadek jechał wtedy z babcią do Warszawy (byli wtedy narzeczeństwem) i dziadek kupił babci kwiaty, weszli do najlepszego ówczesnego fotografa w mieście - zakładu "Wenus" na Puławskiej i tak spontanicznie zrobili sobie tę wspólną fotkę ........
i ta fotka przetrwała 65 lat!

Oczywiście jadłam ciasta, o takie:
kawałek serniczka z brzoskwiniami
kawałek biszkoptu z owocami i galaretką
kawałek rolady z nadzieniem porzeczkowym
kawałek pleśniaka ....
ale to naprawdę były małe kawałeczki

Do tego jeszcze zjadłam:
pół melona
czereśnie
pół banana

Nieźle co?
Zobaczymy, ile będę jutro ważyć
Miałam piękny dzień, i to co, że bez ćwiczeń, i to co, że z ciastem w roli głównej, kiedy jestem taka szczęśliwa
Takie wspólne chwile są bezcenne ...

1. Nazwa szpitala/Miejscowość
Szpital przy ul. Inflanckiej, Warszawa
2. Data porodu
wrzesień 2008
3. Opis szpitala
Spędziłam kilka dni na patologii, a potem planowa cc, więc o salach porodowych nie mogę się wypowiadać. Dla porodów rodzinnych jest osobny, płatny blok. Polecam info na ich stronie www. Po porodzie korzystałam z jednoosobowej płatnej sali z prysznicem, którą polecam, no ale to powinien być standard.
Najbardziej w pamięci utkwiły mi olbrzymie pająki w łazienkach... ale wiele rodzących pewnie nie zwraca uwagi na takie "detale"
Inflancka to szpital, który deklaruje, że nie odsyła rodzących (co może mieć też negatywne skutki dla pacjentek, o czym poniżej).
4. Przed porodem
Przygotowanie do cc jak do każdej operacji. Niestety pomimo, że cc było planowane (ułożenie pośladkowe dziecka) a ciąża przebiegała książkowo i nie było żadnych oznak zbliżającego się porodu, musieli mnie położyć do szpitala i spędziłam 4 dni na patologii, kompletnie nie wiem po co . W niektórych szpitalach po prostu wyznaczają w takiej sytuacji termin i pacjentka zgłasza się w dniu operacji.
5. Poród
CC ze znieczuleniem podpajęczynówkowym (jeden praktycznie bezbolesny zastrzyk w kręgosłup i po 2 minutach nie czuje się dolnej połowy ciała) - przeprowadzone spokojnie i sprawnie, bardzo troskliwy personel na sali operacyjnej. Obecność męża możliwa za dodatkową opłatą (ale dla męża personel już taki życzliwy nie był).
6. Po urodzeniu
Na tym co po porodzie niestety się zawiodłam. Z powodu braku miejsc na oddziale poporodowym, wylądowałam na ginekologii i niestety nie mogłam mieć (ani karmić - co normalnie po cc jest tam możliwe) dziecka przy sobie przez ponad dobę, pozwolono mi ją tylko na chwilę zobaczyć. Kiedy w końcu dostałam córkę (nie wiem jak się nią zajmowali, ale pieluszkę miała tak zaschniętą, że nie mogliśmy jej domyć pośladków...), nikt z personelu mi nie pomógł, a nie byłam w stanie wszystkiego sama robić po cc. Zamiast pomocy przy dziecku zaproponowano mi więcej środków przeciwbólowych... Przez pierwsze dni córką zajmował się praktycznie mąż, ja z trudem dawałam sobie radę w nocy. Położne jedynie myły dziecko pod kranem, przez resztę doby nawet do mnie nie zaglądały.
Pomimo wszechobecnej "promocji" karmienia piersią, pierwszym pytaniem, które usłyszałam gdy nie szło mi karmienie było "czy mamy butelkę?". No comments. Co prawda w szpitalu jest doradca laktacyjny, ale przy takiej ilości pacjentek bardzo trudno o efektywną pomoc. Dziecko było praktycznie karmione sztucznie, ale w karcie wpisali karmione naturalnie.
Pediatra wmawiał mi, że dziecko nie ma żółtaczki (oczywiście miało), tylko od ścian odbija się żółte światło... to nawet zabawne było
Położne zapomniały pobrać krew na badanie z piętki dziecka, a gdy mąż się o to upomniał, usłyszał, że "to zbyt ważne badanie, żeby o nim zapomnieli"... przy wypisie byli mocno zdziwieni, bo jednak zapomnieli.
7. Opłaty
Chyba jedyny szpital w Warszawie, w którym znieczulenie ZZO jest zawsze bezpłatne!
Poród rodzinny 600zł, po ich szkole rodzenia (refundowanej zresztą) 500zł. Szczegółowy cennik jest na ich stronie.
8. Inne
To już szczegół, ale mocno mnie zirytował - pomimo niewyrażenia przeze mnie zgody na piśmie na fotografowanie dziecka, oczywiście jakiś fotograf zrobił jej zdjęcie i chciał 50 zł...
Większość moich zastrzeżeń związana jest dużym oblężeniem szpitala, widać było, że po prostu nie radzą sobie z taką ilością pacjentek, bo atmosfera była ogólnie bardzo życzliwa. Bardzo mili lekarze, pielęgniarki i położne (choć w większości nie przedstawiają sie i nie informują prawie o niczym pacjentek nie zapytani), przez tydzień pobytu trafiłam tylko na jedną położną, która była wręcz chamska.
Byliśmy też zadowoleni z przyszpitalnej szkoły rodzenia, którą prowadzą położne z bloku porodów rodzinnych.